poniedziałek, 06 kwietnia 2020
Sample ImagePołudniowoafrykański Żyd, żołnierz alianckiego oddziału i Niemiec, żołnierz Wehrmachtu. Spotkali się w 1943 roku w Brzegu. Ich serdeczną znajomość napisała wojna.

 





W Punkcie Informacji Turystycznej działającym przy Brzeskim Centrum Kultury zjawił się ostatnio młody chłopak. Przedstawił się jako Gideon Sacks. Nienaganną angielszczyzną objaśnił, że przybywa do Brzegu śladami swego dziadka Isaaca Katzenellenbogena, który jako jeniec wojenny pracował w brzeskiej cukrowni braci Neugebauerów.

Na starym, pożółkłym planie miasta z 1937 roku szukamy wspomnianej fabryki. Jest! To obecna olejarnia. Idziemy tam. Podekscytowany Gideon po drodze opowiada o swoim dziadku i o tym jak trafił na Śląsk.

Sample Image
Wnuk Isaaca, Gideon przed zakładami tłuszczowymi, niegdyś cukrownią, w której pracował jego dziadek (Fot. Paweł Pawlita)

- Kiedy wybuchła II wojna światowa Isaac, wtedy osiemnastolatek, zgłosił się na ochotnika do armii. Walczył pod Tobrukiem i tam, po zdobyciu miasta przez wojska państw Osi w maju 1942 roku, został wzięty do niewoli. Na początku umieszczono go w obozie jenieckim gdzieś na terenie Włoch. Później przetransferowano go do Stalagu VIII C w Żaganiu na Dolnym Śląsku, a stamtąd trafił do oddziału w Brzegu. 150 alianckich więźniów zakwaterowano w małym hotelu o nazwie "Gasthof Weinberg?, obok którego znajdowała się wcześniej wspomniana cukrownia. Jeńcy pracowali przy przetwarzaniu buraków cukrowych w słodki proszek - ich zadaniem było m.in. napełnianie worków wysłodkami - paszą dla zwierząt będącą produktem ubocznym wytwarzania cukru.

- Dziadek pracował kilka miesięcy przy produkcji cukru, dopóki nie zranił się poważnie w nogę przenosząc metalowe ramy - opowiada chłopak. - Zabrano go do szpitala, a po wyleczeniu skierowano do pracy w kuchni. Został kucharzem - odtąd zwracano się do niego "Herr Koch?.

W kuchni Isaac wdał się w bliskie kontakty z niemieckimi strażnikami. Jego atutem była znajomość języka niemieckiego, którą nabył w szkole średniej - mógł swobodnie porozumiewać się i zaaklimatyzować się w fabrycznym środowisku. Katzenellenbogen nawiązał przyjacielskie relacje z jednym ze stróżów - żołnierzem Wehrmachtu, którego wszyscy nazywali "Syberią?. Tak naprawdę nazywał się Richard Switalla.

Switalla walczył na frontach pierwszej wojny światowej a jego przydomek wziął się stąd, że Rosjanie wzięli go do niewoli i wysłali na Syberię. Kiedy Sakkie (przydomek Isaaca) poznał Richarda, ten wiekiem zbliżał się do 50 i mieszkał z żoną w ówczesnym Oppeln.

- Gdy dziadek gotował więźniom kawę, Syberia często wdawał się z nim rozmowę - wyjaśnia Gideon. - Większość uwagi poświęcał wówczas na krytykę nazistów. Nazywał ich kłamcami, kiedy chwalili się zatopieniem milionów ton alianckiej floty. Jako katolik narzekał również na sposób obchodzenia się nazistów z kościołem. - Sakkie - powtarzał - kara nadejdzie! Był głęboko rozgoryczony postawą swoich rodaków i wydawał się zadowolony znajdując przyjazne ucho, z którym może podzielić się swoimi żalami. Istotnie to stanowiło podstawę większości ich rozmów.

Sample Image
Isaac z kolegą, Desmondem Smithem na tyłach gospody Weinberg (Archiwum rodziny Katzenellenbogen)

Isaac nigdy nie zapomniał słów Syberii wypowiedzianych przeciwko nazistom i jego przewidywaniom sprawiedliwej kary. To wszystko uświadomiło mu szczerość Niemca i poczuł, że może mu zaufać. Nawet wtedy, gdy ten wprawiał go w zakłopotanie i konsternację zadając niewygodne pytania.

Pewnego ranka Syberia natknął się na Isaaca w drzwiach do kuchni i niespodziewanie zapytał: - Sakkie, jak ty właściwie masz na nazwisko?

Zdziwiony Isaac odpowiedział: - Katzenellenbogen.

- Tak, Katzenellenbogen - powtórzył Syberia i ciągnął dalej: - Nazywam się Switalla i pochodzę z Opola. W Opolu też mieszkał jeden Katzenellenbogen. Był dyrektorem cementowni. Bardzo wpływowy człowiek, ożenił się z niemiecką aktorką. Ale aresztowano go i nie wiem co się z nim stało.

Niemiec kontynuował rozmowę, lecz mój dziadek był bystry i domyślił się jej sensu - mówi Gideon. - I wtedy Switalla dodał: - Wiesz, Sakkie, jestem katolikiem.

Dziadek odpowiedział, że w Południowej Afryce jest wielu katolików, ale on akurat jest protestantem.

Syberia westchnął z ulgą: - To wspaniale! Ten Katzenellenbogen z Opola był Żydem.

- Podejrzewał, że jestem Żydem - wspomina w swoich zapiskach Isaac. - Był jednak bardzo taktowny i nie starał się wyciągnąć niczego ode mnie. Ba! Troszczył się o mnie. Przejął się moim losem, czułem to, staliśmy się sobie bliscy. Polubiliśmy się i zbudowaliśmy wspaniałą, acz krótką, znajomość. Zawsze będę nosił go w pamięci za sposób, w jaki próbował mnie ostrzec.

Sample Image
Gasthof Weinberg. Dziś budynek nie istnieje, mieścił się przy ul. Wita Stwosza, obok tzw. "Stodoły"
 (Archiwum rodziny Katzenellenbogen)

To pozorne życie na uboczu, w spokojnym prowincjonalnym Brzegu, pod kloszem zostało w końcu przerwane przez działania wojenne pod koniec stycznia 1945 roku. Od wschodu nadchodzili Rosjanie. Niemcy ratowali się ucieczką. Tysiące maszerowały z całym dobytkiem na drewnianych wózkach przed siebie, na zachód.

23 stycznia żołnierzom i jeńcom wojennym nakazano ewakuację. Przedkładając wolność nad perspektywę kilkusetkilometrowej tułaczki, grupka jeńców postanowiła podjąć próbę ucieczki. Ukryli się (wśród nich Sakkie) w tajnym pomieszczeniu, które przed wojną służyło jako garderoba dla artystów występujących w hotelu i doczekali przybycia Sowietów dwa tygodnie później, 6 lutego.

- Pierwszym Rosjaninem jakiego spotkaliśmy był sierżant, do którego zacząłem mówić po niemiecku - pisze we wspomnieniach Isaac. - Byłem szczęśliwy, kiedy usłyszałem jego odpowiedź w Jidysz. Natychmiast zawiązała się między nami nić porozumienia i udało się powstrzymać oddział czerwonoarmistów przed zaatakowaniem naszej grupki. Kiedy Rosjanie usłyszeli, że jesteśmy zbiegłymi jeńcami zaczęli nas obściskiwać. Przywitano nas bardzo ciepło.

- Żydowski sierżant zaoferował nam eskortę przez miasto - wspomina dalej Południowoafrykańczyk. - Po drodze widzieliśmy mnóstwo zabitych żołnierzy, wielu bez butów. W siedzibie dowództwa czekały na nas gratulacje za ucieczkę, gar kapuśniaku i mnóstwo alkoholu.

Grupkę zbiegów podwieziono do Opola, potem przez Gliwice, Katowice, Kraków wyruszyli w kierunku Ukrainy. Dotarłszy do Odessy, wsiedli na statek i przez Morze Czarne, Morze Marmara i Śródziemne dotarli na Środkowy Wschód. Kolejne stacje w drodze do domu: Port Said, Helwan, Kair, wreszcie lot do Pretorii.

Sample Image
Isaac Katzenellenbogen (Archiwum rodziny Katzenellenbogen)

Co stało się z Syberią? Wiadomo, że z pozostałymi więźniami i strażnikami ruszył na zachód. Nigdy nie wrócił do Brzegu. Sakkie słyszał później, że zginął podczas ostrzału obozu w czasie pierwszej nocy wędrówki.

Kim był ten życzliwy Niemiec, Richard Switalla? Zajrzałem na stronę internetową Niemieckiego Związku Ludowego Opieki nad Grobami Wojennymi, gdzie udało mi się znaleźć następujące informacje: piechur szturmowy Richard Switalla, ur. 28.12.1891 w Kuhau, zm./zaginął 24.01.1945 w Gać i pochowany został w Chwalibożycach, w powiecie oławskim.

Czy uda się znaleźć więcej śladów po Richardzie? Czy ktoś na Śląsku zna tego człowieka? Z rodziną Isaaca Katzenellenbogena postanowiliśmy zająć się poszukiwaniami. W najbliższym czasie wybieram się do Chwalibożyc. Czy w tej podoławskiej wiosce trafię na jakiś trop? Mało prawdopodobne, ale może...

Ktoś zapyta, dlaczego to robimy? Z jakiegoś powodu wydaje się być ważne by upamiętnić człowieka, który zaoferował przyjaźń, dobro i troskę, kiedy były one najbardziej potrzebne.

Paweł Pawlita

Tekst ukazał się w Nowej Trybunie Opolskiej
Link: http://opolskie.regiopedia.pl/wiki/isaac-katzenellen%1Fbogen-i-richard-switalla

Komentarze   

 
0 # Kolega z... 2012-03-21 17:33
Zajmująca historia. Gratuluję Autorowi i pozdrawiam.
 

Nie masz uprawnień do komentowania