poniedziałek, 18 stycznia 2021
gomelanParafrazując pierwsze wersy piosenki „Mamona” autorstwa nieżyjącego już Grzegorza Ciechowskiego, można spodziewać się, że premier Tusk, tudzież ministrowie Klich czy Sikorski podczas golenia podśpiewują sobie tak oto: „Było miło z prezydentem, już jest nieźle, już jest pięknie.”



Minister Obrony Narodowej obwieścił po spotkaniu z głową państwa, że „atmosfera była dobra.” Trzeba sprawiedliwie orzec, iż jest to dokładnie ta informacja, jaką przeciętnie inteligentny Polak winien otrzymać od jednego z najwyższych urzędników swego państwa. Wszak statystycznego mieszkańca nadwiślańskiej krainy nie może, a już na pewno nie powinno interesować merytoryczne sedno dyskusji ważnych rodzimych osobistości. Może nas zajmować jedynie to, czy było bez krzyków i z winkiem.

Można utyskiwać na Klicha, że ma tak niskie mniemanie o inteligencji rodaków. Również z tego powodu, że idzie w ślady poprzedniego ministra od wojska, którego nazwisko tak poddaje się obróbce przez przypadki jak Zapatero wpływom hiszpańskiego kleru. Niezbyt roztropnie brać przykład z pisowskiego watażki, który często mówi, co myśli, ale rzadko myśli, co mówi i ludźmi pomiata.

Lekarz-specjalista, gdyby był na tyle wspaniałomyślny i przyjął szefa ważnego resortu bez dwutygodniowej kolejki, winien zalecić mu większą wiarę w możliwości intelektualne rodaków. Przy okazji mógłby poradzić, jak wyleczyć co niektórych dowódców z zawodowej nonszalancji. Tylko jak tego dokonać, skoro nonszalancję wobec swych ziomków prezentuje sam minister?

Cały szkopuł w tym, że my jesteśmy tak daleko od standardów współżycia społecznego w państwach o wieloletniej tradycji demokratycznej, że gdy wysocy urzędnicy państwowi wychodząc ze spotkania stwierdzają, że „była dobra atmosfera,” to stanowi to chleb powszedni, stuprocentową normalkę, nihil novi. Nie dziwi nas, że gdy spotykają się przedstawiciele stronnictw, które, stosując kurskopodobny skrót myślowy, się nie lubią, to najważniejsze jest, by było miło. Bo jeśli nie będzie miło, to ważnych spraw dla państwa, którego obywatele obu polityków wybrali do pełnienia odpowiedzialnych funkcji (jednego bezpośrednio, drugiego pośrednio) załatwić się już nie da.

Smutna to konstatacja – wychodzi bowiem na to, że tylko jeśli prezydentem jest jeden bliźniak, a premierem drugi, atmosfera podczas spotkań pierwszej i czwartej osoby w państwie ma szansę być poprawna a priori. Bo przecież nawet Kwaśniewski z Millerem darli koty. Jako przeciętnie inteligentny Polak zachodzę więc w głowę, jak wyglądałyby wypowiedzi Kaczyńskiego i Klicha, gdyby podczas spotkania nie było miło. Czy wówczas w wypowiedziach dla dziennikarzy obaj ujawniliby pijarowsko skrywane negatywne uczucia wobec siebie? Czy padłyby takie epitety, od których nawet nam, zaprawionym w politycznych połajankach Polakom, zwiędłyby uszy? A mam na myśli tu coś bardziej doniosłego i oryginalnego, niż pospolite „spieprzaj, dziadu.”

Kohabitacja (niewiedzącym wyjaśniam – sytuacja, w której prezydent pochodzi z innego obozu politycznego, niż premier i jego rząd) dość kiepsko nam wychodzi. Jeśli najważniejszym osiągnięciem obecnych spotkań na szczycie jest to, że „atmosfera była miła,” jest to co najmniej pożałowania godne. Takie mamy jednak standardy i narzekanie raczej nie pomoże. Potrzebna jest zmiana pokoleniowa rodzimej klasy politycznej, bo panie i panowie po tak wychwalanej ostatnio przez Tuska „pięćdziesiątce” są niereformowalni. Dopóki o najważniejszych sprawach dla polski będą decydowały postkomunistyczna PO, postkomunistyczne PiS, postkomunistyczny SLD i postkomunistyczne PSL, to zmiany na lepsze nie będzie. Co prawda rezygnacja z polskiego obywatelstwa Wojciecha Cejrowskiego daje nadzieję na lepsze jutro, to jednak tylko pierwszy krok ku normalności w kraju na Wisłą.

Komentarze   

 
# Bezpartyjny 2008-05-05 20:05
Ciekawe Grzegorzu, co Ci sie stało po majówce, że do SLD przypisujesz przymiotnik postkomunistyczny.

A może istnieje SLD niepostkomunist yczne ? To jakie SLD, LiD, czy jak tam się to obecnie zwie jest ? A może Grzegorzu lewa (nieprawa)stron a tzw sceny (a raczej ściemy) politycznej jest po prostu komunistyczna. Tyle że to komunizm sprywatyzowany, a właściwie uwłaszczony na majątku publicznym.

"Było miło", no tak miło. Cóż to znaczy "miło" wobec miłości jaką darzyli się koledzy z PZPR, Miller i Kwaśniewski. Te chłopaki po prostu się kochały... szorstką męską miłością. Czyli wychodzi na to, że przed aktami miłosnymi po prostu przez trzy dni nie golili twarzy.
Na koniec "kochania" okazało się, że bardziej poobdzierany od ocierania był i jest Leszek Miller. A Olek pewnikiem w poszukiwaniu nowej męskiej miłości wybrał się na Filipiny... efekt większość zna. Oj dobrze, że Olo HIV'a nie załapał bo już żaden post-PZP-rowiec by się z nim kochać nie chciał.
Polska tzw. lewica, coś ostatnio nie pała do siebie wzajemną miłością, ciekawe jaką polityczną viagrą będą kusić swe członki rozczłonkowane przywódcy lewicowi ?
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
# Pietrek 2008-05-06 12:21
Zdaje się,że GO się zapędził w swoich "przemyśleniach ". Jezeli już postkomunistycz ni to jesteśmy wszyscy urodzeni przed 1981 r. Poza tym, nauczyciel o tym powinien wiedzieć - nie ilość lat delikwenta decyduje o jego mądrości. Sama młodość nie daje gwarancji,że ktoś będzie dobrze wykonywał swoją pracę, w tym wypadku będzie dobrym politykiem. Najpierw trzeba po prostu pokazać,że jest się lepszym od tego "pięćdziesięcio latka".
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
# krótki 2008-05-07 13:41
Witam Bezpartyjny. Gdzie żeś to bywał "czarny baranie"? Jak widzisz w cudzysłów wziąłem, bo to nie do Ciebie ten miły zwierzaczek. Nie sądzisz, że szkoda Twej recenzji dla tego "politruka". Pozdrawiam
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
# Marcinek 2008-05-07 14:22
Jaka kohabitacja? I premier i prezio pochodzą z tego samego POPiS-u.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
# zdziwiony 2008-05-07 23:01
To "krótki" tez robi za politruka ? To już mu nie wystarczają dotychczasowe wcielenia ?
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
# Kazik 2008-05-08 23:47
Dziękuj Bogu że Prezydent chce z Klichem wogóle rozmawiać. Klich z Tuskiem sobie pomyśleli że nie musza uzgadniać kandydatów do nominacji na stopnie generalskie i to im się czkawką odbiło i słusznie. Prezydent sprowadził ich do normalniości że konstytucja gwarantuje mu tą możliwość. to samo jest z obsadzaniem ambasadorów. Niech wreszcie PO się nauczy na pamięć konstytucji i nie robi zamętu że to Prezydent jest winien temu wszystkiemu. Dzisiaj dali próbke kłamstwa w sprawie prywatyzacji szpitali. Chcą je oddać zarądom powiatu a powiat może je dać pod młotek i już w prywatnych rękach będą szpitale. Ale Chlebowskiemu przez gardło trudno przechodziło że zarząd może sprzedać. Takie to jest POkłamczuchy.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 

Dodaj komentarz

Pamiętaj! W sieci nie jesteś anonimowy.

omelan na pasku