piątek, 03 kwietnia 2020

boberski adam nr1Jak się powiedziało alfa, trzeba powiedzieć omega. Nie inaczej będzie i tym razem...

 

Ponieważ jestem spostrzegawczym człowiekiem, dawno zauważyłem, że moje teksty na tym portalu są jak Senat Rzeczypospolitej Polskiej ? izba refleksji i zadumy, jak mówią prześmiewcy, nikomu już niepotrzebna po dokonanych w sferze symboliki zmianach ustrojowych.
Jeśli mając nazwisko rodziców Głowacki dziecko otrzyma imię Bartosz ? to dlatego, żeby nazywać się tak samo jak słynny kosynier, jeśli zaś nie otrzyma tego imienia ? to dlatego, żeby nie nazywać się tak samo jak bohater spod Racławic. Istniejemy w relacji do tego, co było, czemu nie zawsze towarzyszy pełna świadomość, ale zawsze jakaś świadomość historyczna, choćby namiastkowa, z tym się wiąże. Każdy nasz ruch, każdy życiowy krok śledzi oko historii, jak obiektyw kamery, aparatu fotograficznego, a my ustawiamy się do niego, pozujemy jak do zdjęcia, nie wiedząc, kiedy, w jakiej chwili ono nastąpi, czy może stale jesteśmy filmowani, więc gramy, a grając stajemy się tym, co gramy, wtłaczamy siebie w kadry, ujęcia, sekwencje i sceny; czasem coś nas przymusza ustawić się tak, a nie inaczej, taki, a nie innych gest wykonać, i tak się ustawiamy, i taki gest wykonujemy, albo ? ponieważ nas przymusza, my właśnie, z przekory, ustawiamy się inaczej, a przed danym gestem się wzbraniamy, zastępując go innym albo żadnym. Z okiem historii współdziała oko literatury, i zachowuje się tak samo, i taki sam na nas wywiera wpływ ? oko historii, oko literatury razem śledzą każdy nasz ruch, każdy życiowy krok, a my, jeśli nam się chce i mamy rozwiniętą świadomość historyczną i literacką, bawimy się nieraz w ekscentryczne mistyfikacje i automistyfikacje.
Ekscentryczne mistyfikacje i automistyfikacje nie są zwykłym oszukiwaniem, one są ekscentryczne, czyli pełne powagi i wiary oraz ironii, zdrowego dystansu do pewnych idei i swoich fascynacji tymi ideami. Historia i literatura dostarczają alfabetu, za pomocą którego można te mistyfikacje i automistyfikacje uprawiać albo jedynie pokusić się o nazwanie tego, co się w nas i z nami dzieje. ?Literami" tego alfabetu są: Don Kichot, Stach Wokulski, Jezusek, Nemeczek... Nemeczek ? lat dwanaście, Jezusek ? lat trzydzieści trzy, Stach Wokulski ? lat czterdzieści siedem, Don Kichot ? co ?zbliżał się do pięćdziesiątki". Ten, który przez pomyłkę urodził się Hiszpanem, a powinien był ? Polakiem, kiedy wyruszył w świat, przywdziawszy zbroję i dosiadłszy bojowego rumaka Rosynanta (który tak naprawdę był szkapą), pokazał nam właściwą drogę ? Don Kichot był w wieku, kiedy można się jeszcze odważyć, samotnie, o dokonanie czegoś wielkiego, nawet jeśli nam się w głowie od nadmiaru idealizmu trochę pomieszało, i to jest ostatni dla takich wyczynów dzwonek. Takie mamy dla naszych mistyfikacji i automistyfikacji wzorce. Jeśli więc nas na to stać, przerabiamy literaturę i historię na własnej skórze. Wypróbowujemy na sobie, poświadczając ich prawdziwość. W skali, na jaką pozwalają nam okoliczności, w których się znaleźliśmy. Tak jak poszczególne narody wierzą, że są wybrane, tak poszczególni ludzie wierzą, że im baczniej przygląda się oko Opatrzności, historii, literatury... Wielkiej literatury, w której objawia się geniusz języka. To też wielka pokusa...

Nasza, Polaków, rywalizacja z Rosjanami o liderowanie wśród Słowian wydaje się być odwieczna i trwać nadal, mimo że jest już właściwie pozamiatane i nasi wschodni bracia raczej nie dadzą sobie wydrzeć pierwszeństwa, mimo problemów, jakie przeżywają, i nadal oni będą latać w kosmos swoimi rakietami, a nie my. Lecz nawet kiedy utraciliśmy swoją dominującą pozycję i przegrali politycznie z Rosją, nie wyrzekliśmy się swych ambicji, ale przekuli je w romantyczny mesjanizm, swego rodzaju donkiszoterię. Polacy XVI wieku nie mieli żadnych kompleksów, Polacy XIX i XX wieku mieli kompleksy i dumę, w tym kompleks wyższości i kompleks niższości wobec Rosji, i to zrodziło mesjanizm, a w opozycji do mesjanizmu powstała cała twórczość skoncentrowana na pytaniu: kim jesteśmy? Dlatego dzięki swojej literaturze jak mało który naród mamy rozwiniętą samoświadomość. Taka korzyść z dziwactw romantyzmu i refleksji nad nimi. Nie wiem, czy dla Francuza bycie Francuzem jest jakimś problemem intelektualnym, jakąś kwestią do rozważań. Dla Polaka bycie Polakiem z całą pewnością problemem intelektualnym jest, a najmocniej przeżywają to romantycy, którzy zawsze byli, są i będą wśród nas. Jako romantycy, a więc marzyciele boleśnie odczuwający rozdźwięk między tym, co jest, a tym, co być powinno, uciekający od rzeczywistości, angażujący się w rzeczywistość, ironizujący na jej temat, jesteśmy po części tym, o czym marzymy, a nasz kraj jest po części tworem naszych marzeń ? również tych nie spełnionych i tych niemożliwych do spełnienia.

Pamiętać tylko trzeba, i potraktować to, z senatorską refleksją i zadumą, jako przestrogę dla Polski, że wszystko, również rzecz dobra, może być użyte jako narzędzie tortury przez profanów. Z wielkiej literatury można zrobić maczugę i walić nią w szkółce, tak jak muzykę Chopina można dać na full i puszczać ją komuś nad uchem przez 24 godziny na dobę, doprowadzając miłośnika tej muzyki do szewskiej pasji. Tradycja niepodległościowa też może być użyta jako maczuga do walenia po głowach wyborców i przeciwników politycznych, też można torturować nią i zniechęcać do niej w szkółkach. A patriotyzm ? jak przestrzegał w XVIII wieku pewien Brytyjczyk, Samuel Johnson ? może stać się kamuflażem i ostatnim schronieniem łajdaków.

 

Komentarze   

 
0 # skromniutki 2014-10-22 15:37
Pan Adam jak zawsze. Znakomita forma intelektualna. Brawo!
 

Nie masz uprawnień do komentowania