piątek, 18 września 2020

1Jeszcze w drugiej połowie XVIII wieku oświeceniowi pisarze, m.in. Stanisław Trembecki, poeta i szambelan ostatniego króla Polski, byli równie podejrzliwi wobec herbaty, jak wobec krwi bydlęcej, żab, węży czy ślimaków.

W niewielkiej rozprawce "Pokarmy" przekonywał, że dzięki wymyślonej przez niego diecie wykluczającej różne produkty, w tym herbatę, można dożyć w zdrowiu 140 lat.

Pomaga żołądkowi słabemu czy powoduje suchoty?

Pierwsze wzmianki o herbacie pojawiły się w Polsce w XVII wieku. O poradę, jak ją parzyć i pić, miał pytać francuską małżonkę Marię Ludwikę król Jan Kazimierz. O egzotycznym napoju wspominał barokowy poeta Wespazjan Kochowski. W początku XVIII wieku w kalendarzach zwracano uwagę na jej pobudzające działanie: "kto jej używa, może wyrwać bez snu kilka dni i nocy". Zauważa się lecznicze właściwości "zioła Thee" (polska nazwa pochodzi od łacińskiego "herba" oznaczającego zioło). Herbata ma pomagać "żołądkowi słabemu", "bronić od letargu" i służyć przeciw podagrze; "głowy letkość sprawuje, grube humory tłumi, żołądek posila, od kamienia prezerwuje i nań leczy, głowy ból uśmierza, torsje trudniej uspokaja i ociężałość oddala, krew zastanawia, na wrzody leczy".

Mimo to jeszcze pod koniec XVIII wieku nie do końca ufano używce, a ksiądz Kazimierz Kluk uważał ją za szkodliwą. W swoim "Dykcjonarzu roślinnym" (1786) opisywał ją jak groźną truciznę: "gdyby Chiny wszystkie swoje trucizny przesłały, nie mogłyby nam tyle zaszkodzić, ile swoją herbatą [...] częste użycie owej ciepłej wody osłabia nerwy i naczynia do strawienia służące". Nie mniej krytycznie do "mdlącego trunku" odnosi się w słynnym "Opisie obyczajów" ksiądz Jędrzej Kitowicz. Herbata "sprawuje suchoty" i "oziębia żołądek".

2

"Filip z konopi" w reżyserii Józefa Gębskiego, nz. Barbara Krafftówna, 1981, fot. Studio Filmowe "Kadr"/Filmoteka Narodowa, fototeka.fn.org.pl

 

W 1822 roku Jan Fryderyk Wolfgang w "Rzeczy o herbacie: czytanej na posiedzeniu Cesarskiego Towarzystwa Lekarskiego w Wilnie dnia 12 grudnia 1822 roku" zaznacza, że:

Herbata niezbyt dawno w powszechniejsze weszła użycie, ponieważ ją przedtem najczęściej prawie za lekarstwo uważano. Wszelakoż to pewne, że w Wilnie w roku 1754 w czasie przechodu wojsk rosyjskich na wojnę siedmioletnią do Prusz, były w znacznej liczbie domy publiczne jak teraz kawiarnie, gdzie przedawkowano herbatę, o czym żywa pamięć wielu osób niewątpliwie daje świadectwo, gdyż w tejże epoce kawy w tem mieście prawie nieznano.

 

Herbaty tańcujące i samowar

Mimo tych wątpliwości nieuchronnie w ślad za wzorami francuskimi i angielskimi picie herbaty i kawy staje się oznaką dobrych obyczajów – w przeciwieństwie do spożywania na śniadanie napojów wysokoprocentowych (np. wódki), od których w czasach saskich Polak niejednokrotnie rozpoczynał nowy dzień.

Do Rzeczypospolitej importuje się nie tylko same liście, ale także imbryczki do parzenia. Europejskie serwisy do picia herbaty (oraz kawy i czekolady) pojawią się później. A mimo to, w przeciwieństwie do kawy, jeszcze w drugiej połowie XVIII wieku import herbaty nie wzrastał.

W poradnikach, diariuszach i broszurach doradzano, jak konserwować: "żeby właściwego zapachu nie utraciła, sianem świeżym nieco ją podesłać [...]. Herbacie albowiem nie tylko zapach trunków mocnych, korzeni, oliwy, oleju, mydła, wędlin, łójów, mięsiwa, tytuniów i tabaki szkodzi, ale i odór bielizny nie tylko jej zapach odbiera, ale i w smaku psuje". A jakiej wody należy używać do parzenia aromatycznych liści? Nie może to być woda twarda, a miękka: możliwie wiślana, rzeczna lub... deszczówka.

herbaty pl

"Różne herbaty i herbata polska", wydawnictwo czasopisma "Polskie Zioła", Warszawa, 1935 , fot. Biblioteka Narodowa (Polona.pl)

 

W Warszawie organizowano "herbaty tańcujące" czyli przyjęcia taneczne, których uczestnicy raczą się herbatą. We dworach w trakcie przyjęć stawiano bufety, podczas których serwuje się herbatę i desery. A podobno w mniej zamożnych rodzinach w czasie przyjęć ślubnych w miejsce szampana podawano herbatę.

W zaborach austriackim i pruskim herbatę parzyło się w imbryczkach. Z kolei w zaborze rosyjskim w ślad za zwyczajem przyniesionym z Moskwy nad Wisłę nastała era herbaty z samowara. Jan Biegański w przedwojennej broszurze "Różne herbaty i herbata polska" zauważał:

W polskich domach zaboru rosyjskiego samowar przyjął się w ogólnem użyciu i był nieodzownym sprzętem każdego zamożniejszego domu. Wniesiony do pokoju i w stanie gorącym postawiony na stole, wywierał pewien urok, jakiś błogi nastrój w gościach i domownikach. Pani domu z pewnym namaszczeniem nalewała herbatę i rozdawała ją gościom, twarze rozjaśniały się i następowało ogólne ożywienie całego towarzystwa.

W zaborze rosyjskim najistotniejszą rolę odgrywał import z Chin przez Rosję (stąd nazwa - "herbata karawanowa"). Biegański zauważał:

Dobra herbata przychodziła na ziemie polskie w tzw. cybikach drogą lądową, przez chińsko-rosyjską komorę celną [...]. Tą drogą idąca niemal przez całą długość Syberii, herbata dostawała się do wielkich firm w Moskwie, które opakowywały ją odpowiednio do potrzeb handlu.

Choć dochodziło do fałszerstw, ponieważ umyślnie fermentowano rozmaite zioła, by przypominały czarną herbatę, to i tak herbata transportowana drogą lądową była lepszej jakości niż ta przewożona drogą morską. Powyższe potwierdza zapisek z poradnika "Botanika stosowana, czyli wiadomości o właściwościach i życiu roślin" (1799): "handel rosyjski dostarczy nam herbaty chińskiej lądem, która niepomiernie lepsza jest od tej, co na okrętach przychodzi".

samowar forum

Herbata z samowaru, fot. Roman Kotowicz/Forum

 

Pod wpływem rosyjskim zmieniły się zwyczaje związane nie tylko ze sposobem parzenia, ale także konsumpcją. Zieloną herbatę wyparła czarna – fermentowana. Ponadto na ziemie polskie zaboru rosyjskiego docierał zwyczaj słodzenia czarnej herbaty i dorzucania plasterka cytryny (by wejść na stałe do polskiej tradycji po II wojnie światowej). Również pod wpływem rosyjskim herbatę zaczęto nalewać, obok filiżanek, do szklanek w metalowych uchwytach. To widok, który większość Polaków starszego i średniego pokolenia, kojarzy z okresem PRLu.

 

Herbatki i fajfy

Dopiero na początku XX wieku herbata "wygrywa" z kawą. Ta pierwsza króluje w domach, a kawę pije się przeważnie w kawiarniach. Przyczyna? Kawę wówczas sprzedawano surową i trzeba było ją wypalać samemu, za to herbata nadawała się do natychmiastowego użytku i była łatwa do zaparzenia w domu.

Herbata przestała robić wrażenie, spowszedniała. Samowar zastąpił imbryk z wodą albo zwykły garnek. "Samowar, jeżeli znajduje się jeszcze w zamożniejszych domach, to zapomniany stoi smutno w kredensie albo sponiewierany sterczy w zwale wyrzuconych rupieci" – pisał Biegański. O dostępności dla ubogich niech świadczy fakt, że zimą 1917 roku w warszawskich herbaciarniach wydano aż ponad 40 mln kubków herbaty.

Inaczej rzecz przedstawiała się w zaborze austriackim. Tu w związku z blokadą handlową w czasie I wojny światowej rynek herbaciany się załamał: pozostałe zapasy reglamentowano, a właściciele musieli zamykać swoje biznesy lub handlować ziołami. W lokalnej prasie wcale nierzadko doradzano, czym zastąpić popularny napój. W 1915 roku Zarząd Gminy Królewskiego Stołecznego Miasta Lwowa wydał odezwę w sprawie liści poziomek jako surogatów dla wojska; zamieszczono szczegółową instrukcję ich suszenia ze względu na ograniczony dowóz herbaty, "napoju tak bardzo pożądanego zwłaszcza dla żołnierzy". Apelowano, by zbierała je znana z patriotyzmu ludność, a w szczególności młodzież szkolna.

6

"Zdjęcia próbne" w reżyserii Agnieszki Holland, 1976, fot. J. Zachwajewski/Studio Filmowe "Kadr"/Filmoteka Narodowa, fototeka.fn.org.pl

 

Dwudziestolecie międzywojenne, mimo trudności młodego i biednego państwa polskiego po odzyskaniu niepodległości, to okres herbacianej prosperity – handel herbatą się rozwijał, powstawały sklepy i herbaciarnie, rozwijał się rynek reklamy i opakowań. Nie sposób nie wspomnieć o modnej formie życia towarzyskiego, czyli fajfach (five o'clocki), popołudniowych herbatkach. W "Historii polskiego smaku" Maja i Jan Łozińscy zauważają, że "od gospodarzy nie wymagały wielu kosztownych i absorbujących przygotowań, doskonale zaś wypełniały nieuniknione przerwy między kolejnymi przyjęciami". Oto przykładowe menu z tygodnika "As" z 1936 roku:

Herbata, osobno rum w karafeczce, cytryna w plasterkach i śmietanka w kubku, na tackach lub kryształowych talerzykach tartinki, słone ciasteczka, herbatniki.

W warszawskich sferach wyższych organizowano tyle "fajfów", że często nie było fizycznej możliwości, aby pojawić się na każdym. Szczęśliwie savoir-vivre pozwalał na pozostawienie na tacy wizytówki. Herbatki organizował w Belwederze w każdy czwartek Prezydent II RP Stanisław Wojciechowski, a także żona marszałka Józefa Piłsudskiego Jadwiga. Marszałek słynął zresztą z tego, że był nałogowym "herbaciarzem", a słynął ze słabości do niezwykle mocnej herbaty, którą dosłownie pijał szklankami. Prawdopodobnie przyzwyczajenie to pozostało mu z czasów rosyjskich. A sam Witkacy uważał, że herbata daje więcej "natchnienia" i w pracy umysłowej, i w rysunku, gdzie powoduje też większą "koordynację oka z ręką".

Po 1945 roku obrót herbatą upaństwowiono. Co prawda przez kilkadziesiąt lat komunizmu napoju nie brakowało (poza okresami niedoborów w kryzysie lat 80.), ale jej jakość była zła. "Zachodnie" produkty lepszej jakości bywały dostępne, ale za twardą walutę w Peweksie lub w Baltonie albo na czarnym rynku.


Magdalena Kasprzyk-Chevriaux

LOGO culture pl

Nie masz uprawnień do komentowania