sobota, 05 grudnia 2020

89480556 3105508502816409 7318951922554109952 oOdczarowywanie Białorusi trochę nam się rozwlekło, ale - jest pocieszenie - to już ostatni wpis. W poprzednich dowiedzieliśmy się jak łatwo teraz odwiedzać sąsiadów zza Buga, którzy, jak w tytule, są coraz bliżej, bo otwierają się na świat. - Co Białoruś nam oferuje? - O wiele więc niż się spodziewamy. Ludzie wschodu są ciekawi świata, a my mamy okazję posmakowania białoruskiej gościnności, warto więc wybrać tę destynację.
Niedaleko polskiej granicy, w obwodzie brzeskim, leży niewielkie miasteczko Bezdzież, gdzie od 1999 r. w dawnym dworku mieści się placówka etnograficzna „Muzeum Fartuszka”. Miejsce magiczne, które przyciąga rzesze turystów. To nie tylko skansen, a przede wszystkim żywa instytucja, gdzie naocznie można poznać techniki ludowego rękodzieła. Bazą bezdzieskich fartuszków (obrusów, bieżników, koszul, makatek i dekoracyjnych pościeli) są lniane tkaniny ręcznie zdobione haftem, mereżkami i koronkami. Muzealna kolekcja liczy wiele setek niepowtarzalnych wzorów. Najstarszy eksponat jest datowany na rok 1880. Fartuszki to poleska tradycja, są noszone przez miejscowe kobiety do dziś. Wyobraźmy sobie powitanie w takim anturażu z koncertem kapeli (2 bajany, akordeon, bębenek, basowa bałałajka) i muzyką w mistrzowskim wykonaniu. Po obejrzeniu kolekcji turyści mogą liczyć na poczęstunek składający się z kanapek z „sałem” posypanym makuchami, kiszonych ogórków, domowego kompotu i… okowity. Smacznej, zdrowej i zawierającej mnóstwo - hi, hi - witamin.
Równie gościnnie, z muzyką i poczęstunkiem, witają Stare Wasiliszki, rodzinna wieś Czesława Juliusza Wydrzyckiego (1939-2004). Nie ma tam ludowej kapeli, ale nie trzeba się dziwić, bo to miejsce szczególne: działające od 2011 r. Muzeum Czesława Niemena. Przybyłych witają dźwięki piosenek artysty z czarnych, trzeszczących płyt, odtworzonych na radioadapterze z lat 60-tych. Dom Wydrzyckich jest pełen zdjęć, płyt, taśm magnetofonowych, kaset video, plakatów, instrumentów oraz różnych przedmiotów i artefaktów z epoki. Społeczność Wasiliszek skromnie, ale pięknie pielęgnuje pamięć o sławnym ziomku.
Na królewskie powitanie można z kolei liczyć w Grodnie. - Dlaczego królewskie? - Bo Grodno jest miastem królewskim, gdzie dokonał żywota Stefan Batory, który w tamtejszym Starym Zamku „zakotwiczył i izolował się” od starej i urodziwej inaczej małżonki Anny Jagiellonki, pozostawionej w osamotnieniu na Wawelu. Królowa nie dość, że o 10 lat starsza, to przeżyła króla o dekadę. Grodno wita pięknie udekorowanym chlebem i solą, tradycyjnymi pieśniami oraz kolacją w białoruskim stylu.

bialorus1Collage Fotor
Białorusini wciąż nie oderwali się od niesławnej przeszłości. Niemal w każdej miejscowości znajdziemy zaklęte w spiżu, kamieniu lub betonie „pamiątki” czasu komunizmu. Twierdza Brzeska z dziejowymi zawirowaniami kultywuje mit założycielski Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Tryumfuje zakłamana historia, wszystko zostało podrasowane pod propagandę Kremla. W wizualnej przestrzeni dominuje gigantyczny monument, odnowiony składkami zbieranymi w dawnych republikach b. ZSRR. Głównej ulicy Brześcia (d. Unii Lubelskiej) patronuje Lenin z pomnikiem z wyciągniętą ręką w kierunku… cerkwi. Znajdziemy też innych patronów, m.in. M. Gorkiego i A. Mickiewicza z pomnikiem poety. Najbardziej reprezentacyjna arteria Brześcia to Aleja Gogola, nikt nie wie, co autor „Rewizora” ma wspólnego z tym miastem, nigdy w nim przecież nie był. Główne place miast „zapomnikowane” twórcą partii bolszewickiej. 50 km od Brześcia uroczy Kobryń, gdzie na reprezentacyjnym placu stoi Władimir Iljicz Uljanow z okresu, kiedy występowały przejściowe niedobory na rynku żywnościowym i wskazuje - ironizują kobrynianie - kierunek, gdzie należy pokierować swoją osobę, by zdobyć coś do zjedzenia. W Kobryniu przy deptaku znajdziemy Muzeum Wiktora Suworowa, przez lokalnych patriotów nazywanym „Dworkiem Romualda Traugutta”. Przywódca Powstania Styczniowego mieszkał w nim w roku 1860. Obiekt niegodny zwiedzenia, bowiem wszystkie eksponaty nawiązują do sierpa, młota i czerwonej gwiazdy. Wciąż „żyje pamięć” o Feliksie Dzierżyńskim, który patronuje grodnieńskiej Szkole Kadetów. Dawna ul. Józefa Piłsudskiego w Grodnie obecnie nosi imię Lenina, podobnie jak centralny plac miasta z potężnym pomnikiem. W tym przypadku wódz proletariatu w rozchełstanym palcie nie wskazuje żadnego kierunku. Rozpytywani młodzieńcy „co sądzą o takiej pamiątce” z niejakim zdziwieniem odpowiadają: prywykli.

bialorus2Collage Fotor
Koniec lutego to znakomity termin na odwiedzenie Grodna, odbywają się tam wtedy tradycyjne „Kaziuki” z kiermaszem przedwielkanocnym oraz artystycznymi popisami. By poczuć wyjątkowy klimat warto wtopić się w tłum. Oto babuszka handlująca wyrobami z drewna (deski do krojenia, warząchwie, kopyście, łyżki, miski, dzieże do wyrastania ciasta chlebowego i przeróżne wałki) reklamując towar serwuje żonom towarzyszącym mężom przyśpiewki o tym, jak drewnianym wałkiem wychować męża. Wielkim przeżyciem było wysłuchanie koncertu uczennic z Polskiej Szkoły Społecznej przy ZPB w Grodnie. Placówka edukacyjna istnieje od 1996 r. i obecnie uczęszcza do niej ponad 340 uczniów, oferuje najatrakcyjniejszy program nauczania języka polskiego, polskiej literatury, kultury, tradycji oraz historii Polski.
Poloników na białoruskim Polesiu, w obwodzie brzeskim i na Grodzieńszczyźnie jest sporo. Trzeba przyznać, że większość obiektów znajduje się w znakomitej kondycji. Cmentarz w Kobryniu z grobem rodziny Mickiewiczów, gdzie spoczywa brat poety. Mereczowszczyzna i Kossów Poleski, miejsce urodzenia Tadeusza Kościuszki z Dworkiem Naczelnika insurekcji. Białorusini uznają Kościuszkę za narodowego bohatera i nie powinniśmy być zazdrośni, chociażby dlatego, że wspaniale upamiętniają generała lejtnanta wojsk Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Równie znakomicie prezentuje się Zaosie, rodzinne gniazdo Adama Mickiewicza, pieczołowicie odtworzone po pożodze oraz nieodległe Muzeum Wieszcza w Nowogródku. No i jezioro Świteź… tu następuje dysonans poznawczy, bo to, jak się okazuje, zwykły (abyknawiennyj) akwen rekreacyjny, miejsce plażowania i raj dla wędkarzy. Doprawdy trzeba być wielkim poetą, by w tak banalnym otoczeniu znaleźć natchnienie i napisać arcydzieło zatytułowane „Świtezianka”. Wieszcza usprawiedliwia to, że był wtedy młody i po uszy zakochany, albo dawne jezioro Świteź wyglądało zupełnie inaczej, równie tajemnie, jak w słynnej balladzie.
Kończąc białoruską eskapadę trzeba na moment przystanąć w Baranowiczach, gdzie w prawosławnej cerkwi parafialnej znajdują się mozaiki przeniesione z rozebranego w Warszawie prawosławnego soboru katedralnego pw. św. Aleksandra Newskiego. Unicestwiony w latach 20. sobór podzielił los wielu świątyń prawosławnych wybudowanych w okresie rozbiorów i rozebranych po odzyskaniu niepodległości. Decyzja rozbiórki spowodowana była nastrojami antyrosyjskimi i antyprawosławnymi w II Rzeczypospolitej. Kolumny pochodzące z rozebranego soboru wykorzystano do budowy baldachimu nad wejściem do krypt królewskich na Wawelu. Oto dowód na to, jak zawiłe bywają relacje między naszymi narodami.
Białoruś zaskakuje in plus. Spójrzmy na Cerkiew Świętych Borysa i Gleba – najstarszą świątynię w Grodnie. Jedyny zachowany zabytek architektury staroruskiej sprzed najazdu mongolskiego na zachodniej Białorusi. W 1853 w wyniku osunięcia się skarpy niemeńskiej zawaliły się południowa ściana i apsyda. Po wiekach obiekt odbudowano i przywrócono w nim funkcje kultowe, co nastąpiło w 1991 r. Odbudowa bywa krytykowana za „doklejenie” do ocalałego fragmentu rzekomo niepasującej, współczesnej połówki ogaconej panelami. Rzecz oczywiście dyskusyjna. Niech to służy za symbol łączenia przeszłości z teraźniejszością.
_____________________________
Tekst ten nie powstałby bez Edu Tour Turystyka i Edukacja
https://www.edu-tour.pl

 

Nie masz uprawnień do komentowania