View Comments

l.tomczukDo wyjęcia są unijne środki w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego w zakresie funduszy celowych. Na Opolszczyźnie wszyscy, poza Brzegiem, zgłosili już swój akces.

Problem ociągania się (tumiwisizmu?) stanął na wtorkowym posiedzeniu Sejmiku Województwa Opolskiego. Czasu do zakończenia projektu niewiele i tak naprawdę nikt nie wie, dlaczego Brzeg robi za żółwia. Wszak do Galapagos ociupinkę za daleko. Temat próbowałem zgłębić u źródła. Spłoszony pytaniem (zadanym już po urzędowej kawie) rzecznik prasowy UM przez cały dzień nie miał nic do powiedzenia. Niewiele można też było dowiedzieć się w samej jaskini RPO Urzędu Marszałkowskiego, czyli u pani dyrektorki Kariny Bedrunki. Pretensji jednakowoż nie zgłaszam, tak wywindowane osobistości, jak pani Karina oraz pan Tomasz, nie muszą zaraz dysponować czasem na rozmowę z jakimś tam portalikiem.

Sprawę urzędniczego tumiwisizmu zechciałem rozwikłać w gabinecie samego burmistrza, który - zważywszy na przepastne dziursko w budżecie - o unijne euro winien ścierać się w dzień i w noc. Okazuje się, że otwarty na świat ojciec miasta wybył w... świat. Wraz z wójtem sąsiedniej gminy wojażuje obecnie po Francji. Skąd ta wiedza? W zasadzie czeski film. Nikt nic nie wie. Rzecznik prasowy mocno się miga i nie chce odpowiedzieć wprost, gdzie wydelegował się pryncypał. Przyciśnięty do medialnego muru przyznaje z ociąganiem, że tenże przebywa w krainie żab i ślimaków. A to wiele tłumaczy!

Zwłoka z grantami RPO znajduje usprawiedliwienie. Wojciech Huczyński to dwa w jednym: z wyglądu żółw i ślimak w dynamice. Spowolnienie organiczne wynikłe z nudy nazbyt długiego zarządzenia miastem i gminą. Burmistrza dopadło coś, co po hiszpańsku nazywamy: ma?ana. Ale życie jest łaskawe. Pani Karina Bedrunka na projekt smakosza châteaubriantch jeszcze zaczeka. Tenże - stęskniony za polskim bigosem i ruskimi pierogami - w końcu do Brzegu wróci. A co z żabimi udkami? Wieża Eiffla się nie zawali. Się!

ślimak

Żywię nadzieję, że projekt w pozyskaniu unijnych pieniążków nie będzie na łapu-capu. Choćby w stylu felietonisty z Pawłowa, który chciałby zabetonować LEWY brzeg Odry naprzeciwko huczyńskiej mariny. Po to, by pomiędzy umocnieniami zawiesić most dla przepędzania świń, które w przerwach, kiedy modzi te swoje felietony, hoduje.

Ktoś bałaknie, że zazdroszczę Huczyńskiemu Paryża. A i owszem. Za mną 79 zwiedzonych krajów (uwzględniwszy b. NRD, b. Czechosłowację, b. ZSRR, b. Jugosławię oraz resztę nieistniejących już państw). Oczywiście o wiele za mało do turystycznych wyczynów śp. Piotrka Dudkina. W przeciwieństwie do mnie pan burmistrz nie wojażował po świecie, musiał pilnować stołka. Teraz nieco wychynął. Bynajmniej nie potępiam, przeciwnie - wychwalam. Po sobie wiem, że podróże ?wydelikacają?, łagodzą i zmieniają ogląd świata. Inaczej wtedy wyglądają zapyziałe Małujowice i przaśna Żłobizna, a nawet Zielonka i Pawłów. Czyli miejsca, gdzie gnieździ się intelektualne zaplecze Wojciecha Huczyńskiego.

Ech, żółwie... Zbieram ekipę do Ekwadoru i dalej na Galapagos. Szukam zahartowanych, byleby nie po francuskich numerach.